Rzecz, która daje szczęście.
Marzenie
W perspektywie cieszyńskiej:
bawełniana torba, torbisko wręcz. Idealna na zakupy. Dwa litry
mleka, kawa, pomidory, szczypiorek, a nawet długa bagietka się tam
zmieści. Aaa i nawet ją sobie podpisałam, mówili. Wytłoczyłam
na niby-skórze, pewnie eko, swoje dane, żeby wszyscy wiedzieli z
kim mają do czynienia. Bywała pusta, wyglądająca jak worek, który
nie raz przydawał się w losowych sytuacjach. Bywała pełna, całe
życie można przecież do niej zapakować. Bywała zauważana, wtedy
pytali po co taka duża, co ja w niej noszę? Raz bywała gwiazdą
dowcipu innym razem była powietrzem, przemykała niezauważona w
tłumie.